No i wydarzyło się.Przeprowadziłam się do Seulu.Mój tata dostał tu lepszą pracę!Nie wiem czy się cieszyć,czy płakać.Będę tęsknić za moją starą szkołą,pokojem a nawet za chorymi sąsiadami!
-Lucy rozpakuj się w swoim pokoju-zażądał mój zrzędliwy ojciec.
-A gdzie jest mój pokój?-spytałam.Chyba nie jest to dziwne że na serio nie wiem gdzie jest mój pokój.Jestem tu pierwszy raz w życiu.
-Na piętrze.Tam gdzieś na końcu.Nie wiem!-krzyknął spocony ojczulek.Jeszcze nigdy go nie widziałam aż tak zziajanego.
Ruszyłam więc na piętro.Ten dom jest naprawdę duży!Na pewno większy niż nasz poprzedni.Z tego co wiem mój pokój jest na końcu korytarza.To chyba ten pokój.Ktoś napisał na kartce 'Darcy'. Z tego to wiem nikt w naszej rodzinie nie ma na imię Darcy,a do tego mojego imienia nie znalazłam.Więc jest już mój.
W pokoju mam dość wielką szafę,własną łazienkę oraz dwuosobowe łóżko.Z okna mam widok na kawałek domu i niebo,ponieważ moje okno jest sufitowe.Ściany są białe i wnioskuje że sama będę musiała je sobie pomalować.Podłoga jest z jasnych paneli.Łóżko jest z ciemnego drewna i posiada biały materac.Poduszek do zestawu nie dodali.Szafa też jest wykonana z ciemnego drewna,jak i biurko i szafka nocna.Nad biurkiem jest tablica magnetyczna a obok tablicy mała szafka na książki.Na białym suficie wisi żarówka.Nie lampa no co wy, to by było za drogie.Położyłam jeden karton na biurku a sama usiadłam na łóżku.Po chwili odpoczynku zeszłam na dół po resztę pudeł z moimi rzeczami.
-I jak twój pokój?Znalazłaś?-spytała moja mama.
-Taa.Wnioskuje że musieli pomylić moje imię z imieniem 'Darcy'-odpowiedziałam dźwigając dwa pudła.Wspięłam się po dwa schodki na raz.Nadal nie wierzę że tu jestem.
-Lucy!Pora wstawać!Jest pierwszy dzień twojej nowej szkoły!-krzyczała podekscytowana mama.Wczoraj przy rozpakowywaniu chyba usnęłam.Wygramoliłam się z łóżka i ujrzałam jedzenie na stoliczku.-Smacznego.
-Dziękuje mamo-odpowiedziałam i wzięłam tacę na kolana.Przygotowała mi dwie kanapki z serem,baton owsiany oraz kawę rozpuszczalną.Moja mama jest kochana.Wie że jestem Wegetarianką.Mój ojciec jest mniej wyrozumiały.Ostatnio na obiad przygotował kurczaka.Gdy odmówiłam,dostałam szlaban.
Zjadłam w spokoju i ciszy.Położyłam tacę na biurku,a sama znów usadowiłam się na łóżku.Wzięłam mojego smartfona do rąk.Chciałam włączyć Facebooka.No cóż.Wi-Fi jeszcze nie mamy.Ile ja wytrzymam bez neta?
Jak dobrze że w mojej szkole nie ma mundurków.Ubrałam to. Oczywiście do plecaka schowałam książki.Zeszłam spokojnie na dół.Nie wiem kiedy oni to zrobili i czy w ogóle spali,ponieważ tam nie ma ani jednego kartonu.Jak to możliwe?
Weszłam do szkoły najnormalniej jak mogłam.Czuje się nieswojo,ponieważ wszyscy których spotkałam to Koreańczycy.Jako jedyna nie mam takich skośnych oczów.Może oni za bardzo też nie,ale przyznajcie sami że normalne oczy to też nie mają.Jestem z Anglii i czuję się źle.Korytarze są przepełnione uczniami,a ja sama nie wiem gdzie jest sala 218.Schodów też jakoś nie widzę.Nie wiem co począć ze sobą.
Idąc korytarzem natrafiłam na salę numer 200.Myśląc nad tym to jestem chyba dość blisko mojej sali.
210,211,212...z transu liczenia wyrwało mnie uderzenie.I to nie byle jakie.Ktoś uderzył mnie tak mocno że poleciałam do tyłu.Zamknęłam oczy i czekałam na upadek,ale nie nastał.Po otwarciu,śmiem sądzić że na serio moja bluza nie kłamie.W tej chwili ja jako księżniczka w opałach,zostałam uratowana przez tęczowego księcia z sokiem.Owszem.Złapał mnie chłopak w tęczowych włosach który w jednej ręce trzyma sok w kartoniku a w drugiej mnie.Jego włosy niesfornie opadały na czoło,a jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie.Usta miał otwarte.Z ponownego transu wyrwał mnie czyjś głos wołający:
-Sehun!Rusz swój tyłek i pokaż gdzie jesteś!-i w tym momencie czar prysł.Chłopak puścił mnie dość boleśnie na podłogę,a swój sok upuścił razem ze mną.Jego śliczny sok pomarańczowy oblał moją koszulkę.Idealnie.Czy może być jeszcze gorzej?Tak,może.Moja tęcza popatrzyła się na mnie,a to w przeciwnym kierunku.by zaraz po prostu uciec.Tłum Gapiów też szybko się zmył.
-Kurwa-szepnęłam po Angielsku.Moja nowa koszulka jest cała w soku.Calusieńka.Ubrałam bluzę i skierowałam się pod moją salę,ignorując szepty na mój temat.
Dzień w szkole minął dość szybko.Cały czas myślałam o tym chłopaku.Sehun?Sahen?Sehuj?Nie wiem.Wracając ze szkoły,ujrzałam nie małą grupkę osób.Już z daleka usłyszałam czyjś krzyk:
-Ej,a to nie ta laska co ją sokiem oblałeś?!-wraz z tym krzykiem wszyscy skierowali wzrok na mnie.Było ich z dziesięciu,a wśród nich ujrzałam te jebane tęczowe włosy.Sehuj schował się z swoich kolegów.Sehan się mnie boi!Szłam powoli w stronę grupki.Nie dlatego że szłam do nich,tylko dlatego że tam mieszkam.
-Sehun,boisz się?-spytał jego kolega.
-Nie no,co ty-odpowiedział i się wyprostował.Był bardzo wysoki.Na oko 180.Wyższy ode mnie był z 15 centymetrów,może więcej.
-Ej,a może ona nie umie koreańskiego?-spytał drugi wysoki.
-Na pewno nie rozumie!-krzyczał kolejny.
-A jak będzie rozumieć?-ten głos rozpoznaje.To chyba on zawołał tego całego Sahena.
-Cicho!Ja się jej spytam!-krzyknął czarnowłosy.Podszedł do mnie i się uśmiechnął.Odwzajemniłam uśmiech.
-Ruchasz się czy trzeba z tobą chodzić?-spytał robiąc dość...poważną minę.Wytrzeszczyłam oczy.Za nim chłopcy dusili się śmiechem.-Haloo!Chyba nie rozumie-odpowiedział i wykręcił na pięcie.
-Rozumiem zboczeńcu-odpowiedziałam i go wyminęłam.Skierowałam się do grupki bardzo poważnych osób-możecie się odsunąć?-spytałam krzyżując ręce.Oni słusznie zrobili miejsce.Przeszłam spokojnie i na końcu wyjawił się nagle Sehaj.
-Słuchaj,ja cię bardzo przepraszam,ja nie chciałem,proszę,wybacz mi...
-Ale ja tylko...
-Nie musisz nic mówić!-przerwał mi znów gadając tak szybko że za dużo nie rozumiałam-Ja na serio nie chciałem cię upuścić i jeszcze cię oblać!To wszystko wina Xiumina!On mnie zawołał!
-Co moja?-spytał zdziwiony chłopak.
-Tak twoja!Gdybyś mnie nie zawołał nie było by problemu.Jeszcze raz przepraszam,nie miej mi tego za złe,ja na serio nie chcia...
-DAJ MI WRESZCIE POWIEDZIEĆ!-krzyknęłam.Sahaj wreszcie nic nie mówił.Usta miał otwarte ale nie mówił ani jednego słowa-chciałam przejść nie do ciebie,a do bramki bo stoicie przed moim domem.A teraz jeśli byś mógł,to się zsuń-powiedziałam.Nie ruszył się ,więc westchnęłam i go wyminęłam.Gdy weszłam za bramkę,usłyszałam śmiechy.
Stali jeszcze chwilę przed moim domem po czym się rozeszli.Ja za ten czas zjadłam obiad i zdążyłam wypakować resztę rzeczy z kartonów.Zdążyłam też się przebrać i umyć.Więc właściwie nie stali chwile.
-Jedziemy pozałatwiać jakieś sprawy!Jedziesz z nami?-krzyczał mój ojciec z tyłu.
-Nie.Pa!-odkrzyknęłam i uderzyłam o łóżko.Co ja teraz będę robić?Zrobiłam już wszystko co miałam do zrobienia.
Usłyszałam pukanie do okna.Chyba trochę przysnęłam.Ujrzałam Seheja.Wystraszyłam się tego trochę,ponieważ stał na piętrze,na dachu,i pukał w moje okno.Przetarłam oczy parę razy i popatrzyłam jeszcze raz.Nadal był.Czyli to nie sen.Co on robi ma moim dachu,i co najważniejsze,czemu puka w moje okno?Uchyliłam delikatnie okno żeby go nie uderzyć i wychyliłam się delikatnie poza nie.
-Co ty tu robisz do jasnej cholery?-spytałam trochę nerwowo.
-Przyszedłem popukać w twoje okno-odpowiedział przewracając oczami.
-A tak na serio?-spytałam mało ufnie Sehana.
-Przyszedłem po ciebie,ponieważ kazali mi po ciebie iść-odpowiedział mało zrozumiale.
-Wiesz która jest godzina?-spytałam pukając się w głowę.
-Jakaś późna,ponieważ jest ciemno.No i?
-No i to,że jutro idę do szkoły Sehuj.
-Sehun.-odchrząknął.
-Sehun-Sehuj jedno i to samo-odpowiedziałam wywracając oczami.
-Idziesz czy nie?-spytał.
-Nie?
-To mam cię wyciągnąć siłą?-spytał z podejrzanym uśmieszkiem.
-Nawet nie próbuj-odpowiedziałam wracając do środka.Nie wiem czemu wszedł za mną.-Co ty tu do kurwy robisz?
-Wszedłem by cię stąd wyciągnąć?-odpowiedział jakby nigdy nic.
-WYCHODŹ Z MEGO DOMU-zażądałam dość donośnym głosem.
-Uspokój się maleńka,bo pójdę bo HoSeoka- odpowiedział siadając na biurku.
-HoSeoka?Który to?-spytałam krzyżując ręce.
-Ten taki zboczony-odpowiedział wbijając we mnie wzrok.
-To idź.Wtedy cię już nie wpuszczę.Już teraz najchętniej bym cię stąd wykopała-odpowiedziałam.
-To czemu tego nie zrobisz?-spytał uśmiechając się.
-Bo jesteś upierdliwy-odpowiedziałam przewracając gałkami ocznymi.
-Nie.Ty jesteś uparta jak osioł.
-Jest noc i chce iść spać a ty tu wpadłeś przez okno i jeszcze sugerujesz że jestem uparta?-odpowiedziałam,kręcąc głową z wrażenia.
-To idź spać-odpowiedział.
-To stąd wyjdź-dodałam pokazując mu okno.
-Dlaczego mam wyjść oknem?
-Bo nim wszedłeś?-odpowiedziałam podchodząc do niego.
-Dlaczego mam wyjść?-spytał.
-Ponieważ,jeśli nie wyjdziesz to tak dokopię ci to dupy za ten sok,że nie usiądziesz już nigdy-odpowiedziałam zaciskając pięści.
-Przecież przeprosiłem!-odpowiedział wzdychając.
-Wynocha.Z.Mojego.Pokoju-zażądałam nieźle już nabuzowana złością.
-Dobra,dobra już idę.Nie bądź taka nerwowa-odpowiedział z uśmiechem na ustach.
-Przestań się uśmiechać!-wkurzona wykrzyczałam.Sehen podniósł obie ręce do tyłu w geście obronnym i wycofał się do okna.
-Pa mała-odpowiedział i wdrapał się na parapet.Wyszedł na dach.Patrzyłam jeszcze chwilę przez okno po czym usłyszałam krzyk i ujrzałam coś spadającego.Popatrzyłam na ziemię i ujrzałam Sehuna.
-NIC MI NIE JEST!-krzyknął i wstał.Jest dość wytrzymały, bo spadł z pierwszego piętra.
Kolejny dzień.Wstałam,zjadłam,ubrałam to, oraz uczesałam się i pomalowałam.Spakowałam do nowego plecaka (bo tamten jest zalany). Nie wiem co mnie dzisiaj spotka,ale na pewno nie to co wczoraj.Przynajmniej tego nie planuje.Gdy zeszłam już na dół,usłyszałam stłumione śmiechy.Nie śmiechy dwóch osób,tylko parunastu.Wyszłam z domu i ujrzałam tą samą grupkę co wczoraj.Oczywiście z tym Sehunem.Teraz zapamiętam go na zawsze.Wzdychnęłam i wyszłam za bramkę od razu kierując się do szkoły.
-Ej,Poczekaj!-krzyknął któryś z nich.
-No weź nie uciekaj-dodał kolejny.Zatrzymałam się i wypuściłam powietrze.Odwróciłam się na pięcie i powiedziałam:
-No co chcecie-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Iść z tobą-odpowiedział ten zboczony.HoSuk?No,jakoś tak.
-Co to,to nie!-krzyknęłam i zawróciłam.
-Ej no.Nie bądź taka-odpowiedział naburmuszony koleś.
-Bo znowu do ciebie przyjdę w nocy-dodał Sehun.Zatrzymałam się i podeszłam do owego osobnika.
-Nawet nie próbuj.NAWET o tym nie wspominaj-powiedziałam i się odsunęłam,znów kierując się do szkoły.
-Drapieżna.Lubię takie-uznał HoSuk.
-Mogę chociaż ja iść?-spytał ktoś kto mnie dogonił.Nie odpowiedziałam,ale spojrzałam na mojego nie-kolegę.Był uśmiechnięty,umięśniony i bardzo wesoły.A,no i pewny siebie.Tak się zachowuje.Na pewnego siebie.
-Jimin zostaw ją-ktoś powiedział za mną.Odskoczyłam,bo nie powiem,trochę się przeraziłam.Spojrzałam na tylnego nie-przyjaciela.Wysoki jak Sehun,blondyn i ukazuje mi swoje dołeczki.Zaraz obok pokazał się kolejny chłopak.Tym razem nie był uśmiechnięty,właściwie dość poważny.Miał duże wargi.To go wyróżniało.Chyba.Zaraz zgromadzili się wszyscy.Westchnęłam i poszłam dalej,jakby nikogo nie było.
Chłopcy przez całą drogę byli cicho i czułam ich wzrok na sobie.
-Może się przedstawisz,Angielska koleżanko?-spytał jeden z nich.Też się wyróżnia,ale nie wiem jak go opisać.To mogło by być trudne.
-Nie żadna koleżanko,bo się nie znamy-odpowiedziałam ,otoczona nimi.
-Dlatego chcemy cię poznać-dodał uszaty typ.
-Lucy-odpowiedziałam i zakręciłam oczami.
-Jak?-spytał wielko-wargowy.
-LUCY-powiedziałam trochę głośniej.-L-U-C-Y-przeliterowałam.
-Lucy.Trochę takie nie ten tego-uznał blondyn.
-A wy?-spytałam krzyżując ręce.Wolę z nimi porozmawiać,bo raczej mnie nie puszczą.Okrążyli mnie.Zamiast odpowiedzieć normalnie,wykrzyczeli to wszyscy na raz.-Możecie osobno?-dodałam.
-Sehun- odpowiedziała tęcza,z śmiechem.
-Ciebie znam-powiedziałam,przewracając oczami.
-Ja jestem SeokJin,ale mów mi po prostu Jin-odpowiedział dumny wargowy.
-JiMin,ten który jest sexy-przerwał mu ten pewny siebie.Żeby tego było mało,podniósł koszulkę i pokazał swój ABS.
-NamJo...-nie dokończył bo zabrzmiał dzwonek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
::Jeśli podobał ci się rozdział,zostaw komentarz::
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz