Piątek!Przeżyłam w mojej klasie do piątku!Jeszcze tylko dziś.Dziś mnie nie wykończą.Niech tylko spróbują.
Ubrałam to i zrobiłam kucyka.Zjadłam śniadanie w przeczuciu że dziś będzie najlepszy dzień.Po tak dobrym początku,wyszłam na dwór by skierować do szkoły.
Zanim weszłam jeszcze do budynku,jakiś facet wpadł na mnie.
-Oj!Przepraszam!-krzyknął mężczyzna.
-Nic się nie stało-odpowiedziałam i próbowałam go wyminąć.
-Jestem Tao-chłopak uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do mnie dłoń na powitanie.
-Lucy.Miło mi-odpowiedziałam chwytając go za rękę.-A teraz,jeśli wybaczysz,śpieszę się do szkoły.4
-Spotkamy się jeszcze?-spytał z nadzieją.
-Nie wiem,może-odpowiedziałam i znów zaczęłam iść.
Gdy weszłam na lekcję,wszystkie pary oczów skierowały się na mnie.Wzięłam głęboki oddech i skierowałam się na tył,do mojej ławki.Od prawie tygodnia wytrzymuje każde docinki,ale dziś na każde odpowiem.Koniec kropka.Nie będę dawała się rzucać po kątach.
-Dzień Dobry klaso-powiedział nauczyciel wchodzący do sali.Wszyscy jak na rozkaz,wstali by po chwili usiąść.-Porozmawiamy dziś o robocie który potrafi więcej niż wy...
-Na pewno więcej niż Lucy-powiedział dość cicho facet siedzący przede mną.
-Ty masz IQ ziemniaka,więc się zamknij-odpowiedziałam równie cicho co on.
-Robot ten,potrafi pisać,czytać i gotować.Poza tym jest w stanie rozróżnić ponad 400 przedmiotów-odparł mężczyzna.
-Lucy nie jest w stanie rozróżnić jednego-prychnęła dziewczyna z przodu.
-Jak widzisz,jestem z Anglii,a mieszkam w Korei.Co za tym idzie MUSZĘ umieć przynajmniej dwa-uznałam.
- Uspokójmy się wszyscy i skupmy na najważniejszym-odparł Starszy od nas pan.
Gdy wracałam do domu razem z moimi chłopcami,myślałam nad tym by opowiedzieć jaka dzielna byłam i ile zdołałam dziś przezwyciężyć.Jednak rozmyśliłam się,gdyż właściwie to nie było nic wielkiego.Pewnie oni robią to codziennie.Właściwie chyba nie,nie mają do tego powodu.
-Co ty dziś jesteś taka cicha?-spytał Sehun.
-Nie chce mi się gadać-powiedziałam przyglądając się mojemu rozmówcy.Reszta była zajęta gadaniem o meczu,który ma lecieć.Jego rozczochrana grzywka,opadała niesfornie na czoło.Wiatr który delikatnie wiał,bujał tęczowe włosy na lewo i prawo.
-Serio?Bo normalnie jesteś rozgadana.Może jesteś chora?-uznał wysoki chłopak.Jego brązowe oczy wlepiały się we mnie jak moje w niego.
-Nie jestem.Po prostu nie mam tematu do rozmowy.Przecież nie interesuje się meczami co nie?-odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Jak to nie interesujesz się meczami?-spytał TaeHyung przybiegając koło mnie.
-Normalnie.Jestem dziewczyną czyż nie?-odpowiedziałam z zaciekawieniem.
-Co robią dziewczyny?-spytał SeokJin.Nagle cała uwaga zwróciła się ku mnie.
-Co?-spytałam zdziwiona.
-No jeśli mi oglądamy mecze to co robią dziewczyny?-wytłumaczył YoonGi.
-Oglądamy romansidła z akcją?-odpowiedziałam pytaniem.
-Czyli?O co w tym chodzi?-kolejne pytanie JiMin.
-No na przykład dziewczyna i chłopak pracują jako zabójcy i w pewnym momencie dowiadują się że muszą siebie zabić.No i spotykają się i w sobie się zakochują.W tym momencie muszą się zabić.Chłopak celuje w nią,ale jednak się powstrzymuje,ponieważ ją kocha.Gdy spotykają się,nikt o tym nie wie.Dowiaduję się o tym szef i postanawia zabić dziewczynę.Wtedy stawkom było jej życie.Gdy już umiera,chłopak popełnia samobójstwo.
-Trochę nudne-uznał HoSeok.
-Dla dziewczyn nie-broniłam siebie.
Gdy w południe wyszłam na spacer,było pochmurnie i kropiło.Żaden samochód nie jeździł.Było po prostu brzydko i pochmurnie.W taką pogodę najlepiej było by wypożyczyć jakiś film,wtulić się w ramię kochanego chłopaka i...co ja gadam.Nie mam kochanego chłopaka.Problem rozwiązany!Nucąc piosenkę,jaką usłyszałam w szkole,wpadłam na kogoś.
-Przepraszam!-Krzyknęłam wystraszona.Gdy spojrzałam na gościa z którym się zderzyłam,był to Tao.
-Ile razy jeszcze na siebie wpadniemy?-spytał z tym samym uśmiechem.Dopiero teraz zauważyłam że szedł z małą dziewczynką za rękę.
-Masz dziecko?-spytałam z większym uśmiechem niż miałam.
-Nie.To moja siostra-odpowiedział drapiąc się po głowie
-Serio?Masz siostrę?Jeju!Ale to słodkie!-powiedziałam.
-To jest Delilah.Delilah przywitaj się z Lucy-powiedział patrząc na małą brunetkę.
-Dzień Dobry-powiedziała cicho z uśmiechem takim samy jaki ma Tao.
-Cześć.Jestem Lucy-powiedziałam z uśmiechem.Uwielbiam dzieci.Są takie słodkie.
-Idziemy na plac zabaw,idziesz z nami?-spytał starszy brat.
-Mogę się przejść-odpowiedziałam odsłaniając zęby.
-Pójdziecie ze mną do piaskownicy?-spytała Delilah.
-Jasne.Ty już idź,a my cię dogonimy-odpowiedział jej Tao.
-Jesteś świetnym starszym bratem-powiedziałam idąc z nogi na nogę.
-Serio?Nie często to słyszę-odpowiedział delikatnie się uśmiechając.
-Jasne!Taki brat to marzenie!-powiedziałam szturchając go.
-Przesadzasz-uznał siadając na piaskownicy.
-Zbudujecie coś ze mną?-spytała mała.
-Jasne!-krzyknął szczęśliwy Tao.Wzięłam zieloną łopatkę do rąk i zaczęłam kopać dziurę.-Zbudujesz ze mną chatę?
-Okej.To jaki dom budujemy?-spytałam.
-Duży!-krzyknęła Delilah.
-Kogo ja tu widzę!-krzyknął ktoś za mną.Podniosłam się otrzepując piasek.Zauważyłam dziewczynę z mojej klasy.
-Co chcesz?-spytałam.
-Po prostu cię zauważyłam czyż nie?-spytała patrząc na mnie z wyższością.
-Jest tu dziecko,więc po prostu się odwal-wycedziłam przez zęby.Zauważyłam kątem oka,że Tao wszystko obserwuje.
-Przecież ja nic nie chce zrobić!-krzyknęła.-po prostu nie podobało mi się jak się dziś odzywałaś larwo-dodała szeptem.
-Lucy czy coś się dzieje?-spytał Tao powoli wstając.
-Zadajesz się z nią?Nie radzę,jest zdzirą-powiedziała.
-Nie słyszałaś że jest tu dziecko?-spytałam znowu przez zęby.
-Słyszałam,ja myje uszy,nie to co ty-powiedziała cicho krzyżując ręce.
-Przestań,albo nie ręczę za siebie-uznałam biorąc wdech.
-Ja mam przestać?Przecież ja nic nie robię-uznała.
-Tao,mógłbyś już iść?Bardzo cię za nią przepraszam,jeszcze kiedyś pogadamy,okej?-powiedziałam odwracając się do mojego nowego kolegi.Widziałam w jego oczach zdezorientowanie.
-Tao,tak?Nie słuchaj się jej.Jest zwykłym Anglikiem.Nie należy do naszej rasy.Ja na twoim miejscu uciekała gdzie pieprz rośnie.
-Zwykłym Anglikiem?Byłaś kiedyś w Anglii?Wiesz w ogóle gdzie to jest?A nie,przepraszam,Anglia nie należy do waszej popieprzonej rasy!-krzyknęłam zdenerwowana.Dziewczyna podeszła do mnie i uderzyła mnie w twarz.Tao próbował zareagować,ale było za późno.Uderzyłam ją tą łopatką,którą kopałam,po czym rzuciłam nią w kierunku Tao,a sama skierowałam się do wyjścia.
Teraz dokoła pojawiało się coraz więcej samochodów,na jezdni oraz w rowach.
-Lucy poczekaj!-krzyknął ktoś za mną.Odwróciłam się i ujrzałam Tao,biegnącego z Delilah na baranie.
-Co?-spytałam z najpoważniejszą miną jaką kolwiek mogłam zrobić.
-Przestań.Przecież wiesz że ja nigdy bym tak o tobie nie sądził-powiedział dając siostrę na ziemię.
-Skąd mam mieć taką pewność?
-Pierwszy zagadałem?Na serio chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.Wydajesz się normalniejsza niż wszyscy-powiedział z iskierkami w oczach.Wzięłam wdech.
-Dobra,wierzę ci.Nie wszyscy są zdzirami-powiedziałam.
-ZDZIRA!ZDZIRA!-krzyczała Delilah.
-Delilah przestań!To jest brzydkie słowo!-krzyczał z nią Tao.A ja?Ja trzymałam się za usta i śmiałam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
::Jeśli podobał ci się rozdział,zostaw komentarz::
dziękuje Karolina!
wtorek, 20 października 2015
wtorek, 6 października 2015
2.Po prostu taka ładna dziewczyna,powinna się zadawać z takimi ładnymi chłopakami.
Po paru dniach poznałam ich prawie wszystkich.Tylko jeden z nich,ucieka ode mnie.Boi się mnie?Nie pytam się o niego.Trochę mi głupio.Może mu coś zrobiłam?Nie wiem.Chłopcy też nie chętnie się o niego pytają.Jest to dziwne.Gdy podchodzą do mnie to bez niego.Normalnie on z nimi siedzi.
-To może powie nam Lucy?-spytał nauczyciel.Kurwa,znów się zamyśliłam.
-Może pan powtórzyć?-spytałam.
-Znowu nie słuchałaś.To będzie twoja kolejna jedynka za to.
-Ale ja słuchałam!Tylko nie zapamiętałam-usprawiedliwiałam siebie.Nauczyciel matematyki spojrzał na mnie spod okularów.
-Taa,na pewno-wyśmiał mnie jeden z moich "kolegów". Nie jestem lubiana w mojej nowej klasie.Chyba za to że nie jestem Koreanką.Rasiści.nie no sorry.Na pewno wszyscy tu są normalni,uwielbiają obcokrajowców i szanują ich.
-Przecież ona nic nie umie-dodał inny.
-Umiem więcej niż ty-odpowiedziałam.-Więc powtórzy mi pan to pytanie?-odpowiedziałam z największym uśmiechem jaki kiedykolwiek zrobiłam.
-Masz na tablicy.Możesz je wykonać-odpowiedział opierając się mocniej o fotel.Wstałam od ławki.Gdy przechodziłam usłyszałam szepty,śmiechy i prychnięcia.Zignorowałam to ,jak zwykle i wzięłam kredę do ręki.
-Muszę wszystko pisać na tablicy?-spytałam.
-Chyba nie-zanim skończył już wynik pisał na tablicy.
-Na pewno ma źle!-krzyknął rudowłosy.
-Możesz zrobić jednak te obliczenia.I wyjaśniaj co robisz-uciszył klasę pan z matmy.
-No więc to dodałam a potem odjęłam od tego,po czym pomnożyłam.Gdy to już wykonałam to zajęłam się niewiadomą-zaczęłam tłumaczyć-I wyszło 56-odpowiedziałam skrótem.
-No,no!-wykrzyczał nauczyciel.
-NA PEWNO MA JAKIŚ BŁĄD-powiedział dość głośno ten sam rudy,tym razem wstając.
-Uspokój się,synu.Ja tu uczę-uznał matematyk.
-Jestem lepszy niż ona.
-Ona nie powinna być w tej klasie.
-Nikt jej tu nie chce
-Ta klasa nie jest dla dużo-ocznych.
-Wy...
-Zamknijcie się!-krzyknęłam i wzięłam torbę na ramiona.
-Gdzie się wybierasz?-spytał nauczyciel gdy stałam już przy drzwiach.
-Źle się czuje!-krzyknęłam gdy byłam już za drzwiami.Skierowałam się w stronę wyjścia.
Po paru minutach siedzenia na polu,zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno niż w tej sali.Czemu mnie tak nie lubią?Czy na serio powinnam być skośnooką?Więc chłopcy też udają?Na pewno.Właśnie zabrzmiał dzwonek.Ujrzałam,jak ze szkoły wychodzi 9 chłopców.Od razu wiedziałam kto to.
-Cześć Lucy!-krzyknął Bhuwakul.Właściwie BamBam.Łatwiejsze do wymówienia.Sam kazał tak na siebie mówić.Właściwie,to już to nie ważne.
-Halo,straciłaś mowę?-spytał NamJoon siadając obok.
-Nie.Po prostu wiem że wy tylko udajecie-odpowiedziałam nadal wlepiając wzrok w ziemię.
-Co kryjemy?-spytał HoSeok.
-Że mnie nie cierpicie.Że nie powinnam tu być.Że po prostu jestem nikim.
-Kto ci tak powiedział?-spytał MinSeok podchodząc bliżej.
-Po prostu to wiem.Moja klasa tego nie kryje.Ale ja wiem że wy tak.Przecież dlaczego mielibyście się zadawać z wielkooką?
-Może dlatego że wydałaś się spoko?Inna?-zaprzeczył mi Sehun.
-Inna to na pewno jestem.Jak mi to udowodnicie?-zaczęłam.
-Tego nie ma jak udowodnić!-wtrącił się JiMin- Po prostu taka ładna dziewczyna,powinna się zadawać z takimi ładnymi chłopakami.-dodał z uśmiechem.
-Nie wiem teraz czy wy sobie ze mnie żartujecie,czy wydaje wam się że jestem niedorozwinięta.
-Każdy to wie Lucy-odezwał się ktoś z mojej klasy.
-Przecież taki niedorozwój nie ma przyjaciół-dodała dziewczyna obok.
-Możecie się przymknąć?-spytał YoonGi.
-Przecież my tylko mówimy im prawdę,co nie Park?-spytała kolejna dochodząc do nas.
-Co?Jasne że to nie prawda!
-Tak Park.Nie musisz już kłamać każdy wie że gadacie z nią tylko dlatego że się założyliście.
-Co?Jak to "założyliście"?-spytałam zdezorientowana.
-Tak to maleńka!Założyli się o to że zdobędą twoje zaufanie!Nawet nie wiesz co mówili że z tobą zrobią!
-Czy to prawda?-skierowałam to do moich "przyjaciół".
-Nie no co ty!-krzyknął HoSeok.
-Już nie musicie kłamać.Każdy wie że Sehun łapiący cię nie jest prawdziwe!To ja cię popchałam!To wszystko było zaplanowane!To wszystko to tylko zakład!
-Skąd wy to wszystko wiecie?-spytał SeokJin.
-Przecież zakładaliście się przy wszystkich!
-Bo już ci uwierzę-odpowiedziałam ze spokojem.Trochę wierzę,ale czy na tyle?
-Widzisz jego?-spytał pokazując na tego który mnie ignoruje.-Wiesz czemu się do ciebie nie zbliża?Przecież to jest takie wiadome!Był zakład?Każdy coś powiedział!On miał za zadanie się do ciebie nie zbliżać!Nawet nie chciał!Nikt by do ciebie nie chciał się zbliżać!-Wykrzyczała mi w twarz czarnowłosa.Gdy tylko spojrzałam na chłopców,ujrzałam jak wpatrują się we mnie.
-Nie słuchaj ich-powiedział cicho MinSeok.
-Nie wiem co o tym myśleć...-uznałam równie cicho co Kim.
-Proszę.To nie prawda!-powiedział z bólem NamJoon,zbliżając się o krok.Również ja,odsunęłam się o krok.
-Nie.Nie teraz.Nie wierzę nikomu.Nie mam zaufania...-odpowiedziałam i odwróciłam się.Skierowałam się do wyjścia.
-LUCY!-krzyknął Sehun podążający za mną.
-Zostaw mnie!To nie jest chyba aż tak trudne co nie?
-Proszę,wybacz nam!
-Mówisz to tak,jakby to była prawda!-zaśmiałam mu się w twarz.-ale wiesz co?Nie rusza mnie to!Ani trochę!-krzyknęłam i pobiegłam.
Rusza mnie to.I to nie trochę,tylko bardzo.Wbiegłam do domu i zamknęłam się w pokoju.Płakałam.Płakałam tak długo że oczy mam już suche.Ta scena przechodzi mi przed oczami tysiące razów.Co czuje na chwilę obecną??Ból i pustkę.Pustkę dlatego że nie mam nawet z kim o tym pogadać.Ojciec jest w pracy,a mamę gdzieś wcięło.Jest to straszne.Straszne aż to kolejnego bólu,który muszę przeżywać.Na telefon dobijali się wszyscy.Po paręnaście razy.Jak nie po parędziesiąt.Nigdy nikt nie sprawił mi gorszego bólu.A co jeśli to prawda?Co jeśli oni na serio się założyli?Nie wiem komu wierzyć.Przecież właściwie nikogo nie znam aż tak dobrze.
Na dzień dzisiejszy czuje się lepiej.O wiele lepiej niż parę dni wcześniej.W pierwsze dni nie jadłam,nie piłam a nawet nie chodziłam.Było mi tak łatwiej.Ale po jakimś czasie czułam się okropnie,więc znów zaczęłam funkcjonować jak normalny człowiek.Od chłopców dostaje pełno SMSów.Niektóre z nich czytałam,wtedy byłam jeszcze bardziej zakłopotana.Choć od niektórych robiło mi się ciepło na sercu.
Dziś jest pierwszy dzień kiedy mam zamiar wyjść z domu.Wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni.
-Dzień Dobry mamo-powiedziałam z uśmiechem.Moja rodzicielka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Wreszcie wstałaś?Jak się czujesz?-spytała.O całej tej sytuacji powiedziałam jej po paru dniach symulowania choroby.
-Bardzo dobrze.Mam zamiar dziś wyjść do ludzi-oznajmiłam biorąc miskę z płatkami do rąk.
-Na serio?A może chcesz przejść się na miasto?Na zakupy?Z swoją starą mamą?-zaproponowała z uśmiechem,szturchając mnie biodrem.
-Jasne,możemy iść,ale najpierw chciałabym iść sama na spacer,dobrze?-odpowiedziałam siadając na stole.
-Okej,tylko kiedyś wróć-mrugnęła do mnie okiem i wyszła.
Po parunastu minutach,poszłam się ubrać w moje najwygodniejsze dresy i rozczesać poplątane włosy.Wyszłam na podwórze,włożyłam słuchawki do uszu i założyłam kaptur na głowę.Ruszyłam wolno po ulicy nucąc melodie.
Po paru metrach ujrzałam budynek szkoły.Nie chciałam tu iść,ale nogi prowadziły,nie ja.Wcale nie jest tak źle.O tej godzinie,wszyscy są w salach,na lekcjach.Nikt mnie nie zobaczy,nikt nie będzie mówił,nic się nie wydarzy.
Przeszłam obok szkoły obojętnie,nawet na nią nie patrząc.Ile jeszcze się tu wydarzy?Ile jeszcze będę musiała w niej być?Przeżyje ten okres?Trudno mi na to odpowiedzieć.Gdy byłam już kawałek,nagle ktoś mnie dotknął.Wystraszyłam się prze strasznie,no bo kto mógłby mnie dotykać?Odwróciłam się i ujrzałam tego ktosia który mnie ignorował.Ściągnęłam słuchawki.
-Dobrze że tu jesteś!Musisz mi pomóc.Wiem że to tobie potrzebna jest pomoc,ale nie tylko tobie-zaczął sapiąc.
-Po pierwsze,nie jest mi potrzebna pomoc.Po drugie nie znamy się-odpowiedziałam bez uczuć,wlepiając w niego wzrok.Przecież znam go,to ten który mnie ignorował dla tego jebanego zakładu,czyż nie?
-Nie denerwuj mnie teraz.Przybiegłem tu z lekcji gdy tylko cię ujrzałem zza okna-dodał podnosząc się.
-Czemu otóż to zrobiłeś?-spytałam przyglądając mu się.Jego grzywka delikatnie opadała na jego twarz.Ciemne oczy,przypatrywały się okolicy a usta były lekko otworzone by móc oddychać.Jego odstające uszy,wystawały pomiędzy czupryny by nasłuchiwać mnie i ptaki,które cicho ćwierkały.
-Jestem TaeHyung.Potrzebuje twojej pomocy.Chłopcy cały czas o tobie pieprzą.I są cały czas smutni.Nie da się z nimi siedzieć!
-Przedtem też z nimi zbytnio nie siedziałeś...
-Zamknij się i mi pomóż-odpowiedział przewracając oczami.
-Jak mam się zamknąć to się jeb-odpowiedziałam i się odwróciłam na pięcie.
-Nie no weź!-krzyknął i chwycił mnie za nadgarstek.
-Jesteś niemiły-powiedziałam krzyżując ręce.
-Przepraszam.Po prostu...nie ważne.
-Ważne.Po prostu co?-dopytywałam się.
-Po prostu gówno.Nie twój interes-odpowiedział.
-Okej-cicho chrząknęłam i znów się odwróciłam i powoli szłam.
-No weź przestań!
-Przecież to nie mój interes.
-Przestań.Bo cię zatrzymam siłą-uznał,chodząc za mną.
-Tylko spróbuj.
-Co mi taki maluszek zrobi?
-To że jestem niska,nie oznacza że cię nie uderzę TaeHyung- uznałam siadając na ławce.Chłopak usiadł obok.
-To pomożesz mi?
-Ale przecież nie wyjaśniłeś mi nic-odpowiedziałam patrząc się na Koreańczyka.
-Sehun,NamJoon,Xiumin,Jim...
-Wiem.Co dalej?-przerwałam mu.Gdyby wymieniał za każdym razem ich wszystkich to byłby już dawno martwy.
-Bardzo,ale to bardzo są smutni.Calutki czas mówią o tobie.I nie dość że opowiadają jak wyglądasz i jaki masz charakter,to codziennie po parędziesiąt razy zadają sobie pytanie czy im uwierzysz.Musisz im uwierzyć bo mówią prawdę.Ja się nie zakładałem,a oni tym bardziej.Jeśli nawet by się założyli to Sehun jest taką niezdarą że dawno by już się wygadał.
-To że jest niezdarą to wiem.Przecież mnie upu...
-Wiem!-krzyknął.
-Widzisz.Wierzę im,tylko straciłam to zaufanie.I nie wiem czy oni znów mnie 'przygarną'.Jako jedyni odzywali się do mnie norma..
-TO TEŻ WIEM.-krzyknął.-Widzisz ile macie wspólnego?Wszyscy z was pieprzą o tym samym-od tej chwili zaczął udawać głosy.-Czy ona nam wybaczy?Czy oni mi zaufają?PRZECIEŻ MOŻECIE POGADAĆ CZYŻ NIE?
-Uspokój się kolego-powiedziałam.-Lepiej opowiedz czemu ty mnie ignorowałeś.
-Nie ignorowałem cię.Po prostu dziewięciu chłopaków kręcących się wokół ciebie to za dużo czyż nie?To wyobraź sobie dziesięciu.
-Żadna mi to różnica-powiedziałam dając nogę na nogę.
-Może dla ciebie.
-Mielibyście wtedy wspólny temat do rozmowy.
-Pieprzyć o tobie?Nie dziękuje.
Z TaeHyungiem pogadałam jeszcze chwilę po czym usiadłam na ławce przed szkołą.Tak.Właśnie czekam na nich.Tak,z TaeHyungiem ustaliłam wszystko.Właśnie powinni kończyć lekcje.Właśnie ich widzę.Widzę tych dziewięciu debili.Idą.IDĄ I NIE ŚMIEJĄ SIĘ.Jest to złe.Na serio musi być z nimi źle.Wstałam i podparłam się pod boki.Szli i rozmawiali.Ale tak inaczej.Przedtem byli weselsi.Podeszli trochę bliżej,ale nie na tyle bym ich słyszała.Ujrzałam że pokazują na mnie i coś mówią.Po chwili podbiegli do mnie.Wyglądało to tak idealnie.
-LUCY!-krzyknęli bardzo równo.Okrążyli mnie z uśmiechem.
-Wybaczyłaś nam?-spytał Xiumin.
-JASNE!-krzyknęłam.
-Na pewno?-dopytywał się NamJoon.
-No tak debile!-znów wykrzyczałam ale ciszej.Tym razem oni zaczęli krzyczeć.Przytulili mnie.-STOP.PROSZĘ.
-No okej-odpowiedział szczęśliwy JiMin.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
::Jeśli podobał ci się rozdział,zostaw komentarz::
-To może powie nam Lucy?-spytał nauczyciel.Kurwa,znów się zamyśliłam.
-Może pan powtórzyć?-spytałam.
-Znowu nie słuchałaś.To będzie twoja kolejna jedynka za to.
-Ale ja słuchałam!Tylko nie zapamiętałam-usprawiedliwiałam siebie.Nauczyciel matematyki spojrzał na mnie spod okularów.
-Taa,na pewno-wyśmiał mnie jeden z moich "kolegów". Nie jestem lubiana w mojej nowej klasie.Chyba za to że nie jestem Koreanką.Rasiści.nie no sorry.Na pewno wszyscy tu są normalni,uwielbiają obcokrajowców i szanują ich.
-Przecież ona nic nie umie-dodał inny.
-Umiem więcej niż ty-odpowiedziałam.-Więc powtórzy mi pan to pytanie?-odpowiedziałam z największym uśmiechem jaki kiedykolwiek zrobiłam.
-Masz na tablicy.Możesz je wykonać-odpowiedział opierając się mocniej o fotel.Wstałam od ławki.Gdy przechodziłam usłyszałam szepty,śmiechy i prychnięcia.Zignorowałam to ,jak zwykle i wzięłam kredę do ręki.
-Muszę wszystko pisać na tablicy?-spytałam.
-Chyba nie-zanim skończył już wynik pisał na tablicy.
-Na pewno ma źle!-krzyknął rudowłosy.
-Możesz zrobić jednak te obliczenia.I wyjaśniaj co robisz-uciszył klasę pan z matmy.
-No więc to dodałam a potem odjęłam od tego,po czym pomnożyłam.Gdy to już wykonałam to zajęłam się niewiadomą-zaczęłam tłumaczyć-I wyszło 56-odpowiedziałam skrótem.
-No,no!-wykrzyczał nauczyciel.
-NA PEWNO MA JAKIŚ BŁĄD-powiedział dość głośno ten sam rudy,tym razem wstając.
-Uspokój się,synu.Ja tu uczę-uznał matematyk.
-Jestem lepszy niż ona.
-Ona nie powinna być w tej klasie.
-Nikt jej tu nie chce
-Ta klasa nie jest dla dużo-ocznych.
-Wy...
-Zamknijcie się!-krzyknęłam i wzięłam torbę na ramiona.
-Gdzie się wybierasz?-spytał nauczyciel gdy stałam już przy drzwiach.
-Źle się czuje!-krzyknęłam gdy byłam już za drzwiami.Skierowałam się w stronę wyjścia.
Po paru minutach siedzenia na polu,zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno niż w tej sali.Czemu mnie tak nie lubią?Czy na serio powinnam być skośnooką?Więc chłopcy też udają?Na pewno.Właśnie zabrzmiał dzwonek.Ujrzałam,jak ze szkoły wychodzi 9 chłopców.Od razu wiedziałam kto to.
-Cześć Lucy!-krzyknął Bhuwakul.Właściwie BamBam.Łatwiejsze do wymówienia.Sam kazał tak na siebie mówić.Właściwie,to już to nie ważne.
-Halo,straciłaś mowę?-spytał NamJoon siadając obok.
-Nie.Po prostu wiem że wy tylko udajecie-odpowiedziałam nadal wlepiając wzrok w ziemię.
-Co kryjemy?-spytał HoSeok.
-Że mnie nie cierpicie.Że nie powinnam tu być.Że po prostu jestem nikim.
-Kto ci tak powiedział?-spytał MinSeok podchodząc bliżej.
-Po prostu to wiem.Moja klasa tego nie kryje.Ale ja wiem że wy tak.Przecież dlaczego mielibyście się zadawać z wielkooką?
-Może dlatego że wydałaś się spoko?Inna?-zaprzeczył mi Sehun.
-Inna to na pewno jestem.Jak mi to udowodnicie?-zaczęłam.
-Tego nie ma jak udowodnić!-wtrącił się JiMin- Po prostu taka ładna dziewczyna,powinna się zadawać z takimi ładnymi chłopakami.-dodał z uśmiechem.
-Nie wiem teraz czy wy sobie ze mnie żartujecie,czy wydaje wam się że jestem niedorozwinięta.
-Każdy to wie Lucy-odezwał się ktoś z mojej klasy.
-Przecież taki niedorozwój nie ma przyjaciół-dodała dziewczyna obok.
-Możecie się przymknąć?-spytał YoonGi.
-Przecież my tylko mówimy im prawdę,co nie Park?-spytała kolejna dochodząc do nas.
-Co?Jasne że to nie prawda!
-Tak Park.Nie musisz już kłamać każdy wie że gadacie z nią tylko dlatego że się założyliście.
-Co?Jak to "założyliście"?-spytałam zdezorientowana.
-Tak to maleńka!Założyli się o to że zdobędą twoje zaufanie!Nawet nie wiesz co mówili że z tobą zrobią!
-Czy to prawda?-skierowałam to do moich "przyjaciół".
-Nie no co ty!-krzyknął HoSeok.
-Już nie musicie kłamać.Każdy wie że Sehun łapiący cię nie jest prawdziwe!To ja cię popchałam!To wszystko było zaplanowane!To wszystko to tylko zakład!
-Skąd wy to wszystko wiecie?-spytał SeokJin.
-Przecież zakładaliście się przy wszystkich!
-Bo już ci uwierzę-odpowiedziałam ze spokojem.Trochę wierzę,ale czy na tyle?
-Widzisz jego?-spytał pokazując na tego który mnie ignoruje.-Wiesz czemu się do ciebie nie zbliża?Przecież to jest takie wiadome!Był zakład?Każdy coś powiedział!On miał za zadanie się do ciebie nie zbliżać!Nawet nie chciał!Nikt by do ciebie nie chciał się zbliżać!-Wykrzyczała mi w twarz czarnowłosa.Gdy tylko spojrzałam na chłopców,ujrzałam jak wpatrują się we mnie.
-Nie słuchaj ich-powiedział cicho MinSeok.
-Nie wiem co o tym myśleć...-uznałam równie cicho co Kim.
-Proszę.To nie prawda!-powiedział z bólem NamJoon,zbliżając się o krok.Również ja,odsunęłam się o krok.
-Nie.Nie teraz.Nie wierzę nikomu.Nie mam zaufania...-odpowiedziałam i odwróciłam się.Skierowałam się do wyjścia.
-LUCY!-krzyknął Sehun podążający za mną.
-Zostaw mnie!To nie jest chyba aż tak trudne co nie?
-Proszę,wybacz nam!
-Mówisz to tak,jakby to była prawda!-zaśmiałam mu się w twarz.-ale wiesz co?Nie rusza mnie to!Ani trochę!-krzyknęłam i pobiegłam.
Rusza mnie to.I to nie trochę,tylko bardzo.Wbiegłam do domu i zamknęłam się w pokoju.Płakałam.Płakałam tak długo że oczy mam już suche.Ta scena przechodzi mi przed oczami tysiące razów.Co czuje na chwilę obecną??Ból i pustkę.Pustkę dlatego że nie mam nawet z kim o tym pogadać.Ojciec jest w pracy,a mamę gdzieś wcięło.Jest to straszne.Straszne aż to kolejnego bólu,który muszę przeżywać.Na telefon dobijali się wszyscy.Po paręnaście razy.Jak nie po parędziesiąt.Nigdy nikt nie sprawił mi gorszego bólu.A co jeśli to prawda?Co jeśli oni na serio się założyli?Nie wiem komu wierzyć.Przecież właściwie nikogo nie znam aż tak dobrze.
Na dzień dzisiejszy czuje się lepiej.O wiele lepiej niż parę dni wcześniej.W pierwsze dni nie jadłam,nie piłam a nawet nie chodziłam.Było mi tak łatwiej.Ale po jakimś czasie czułam się okropnie,więc znów zaczęłam funkcjonować jak normalny człowiek.Od chłopców dostaje pełno SMSów.Niektóre z nich czytałam,wtedy byłam jeszcze bardziej zakłopotana.Choć od niektórych robiło mi się ciepło na sercu.
Dziś jest pierwszy dzień kiedy mam zamiar wyjść z domu.Wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni.
-Dzień Dobry mamo-powiedziałam z uśmiechem.Moja rodzicielka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Wreszcie wstałaś?Jak się czujesz?-spytała.O całej tej sytuacji powiedziałam jej po paru dniach symulowania choroby.
-Bardzo dobrze.Mam zamiar dziś wyjść do ludzi-oznajmiłam biorąc miskę z płatkami do rąk.
-Na serio?A może chcesz przejść się na miasto?Na zakupy?Z swoją starą mamą?-zaproponowała z uśmiechem,szturchając mnie biodrem.
-Jasne,możemy iść,ale najpierw chciałabym iść sama na spacer,dobrze?-odpowiedziałam siadając na stole.
-Okej,tylko kiedyś wróć-mrugnęła do mnie okiem i wyszła.
Po parunastu minutach,poszłam się ubrać w moje najwygodniejsze dresy i rozczesać poplątane włosy.Wyszłam na podwórze,włożyłam słuchawki do uszu i założyłam kaptur na głowę.Ruszyłam wolno po ulicy nucąc melodie.
Po paru metrach ujrzałam budynek szkoły.Nie chciałam tu iść,ale nogi prowadziły,nie ja.Wcale nie jest tak źle.O tej godzinie,wszyscy są w salach,na lekcjach.Nikt mnie nie zobaczy,nikt nie będzie mówił,nic się nie wydarzy.
Przeszłam obok szkoły obojętnie,nawet na nią nie patrząc.Ile jeszcze się tu wydarzy?Ile jeszcze będę musiała w niej być?Przeżyje ten okres?Trudno mi na to odpowiedzieć.Gdy byłam już kawałek,nagle ktoś mnie dotknął.Wystraszyłam się prze strasznie,no bo kto mógłby mnie dotykać?Odwróciłam się i ujrzałam tego ktosia który mnie ignorował.Ściągnęłam słuchawki.
-Dobrze że tu jesteś!Musisz mi pomóc.Wiem że to tobie potrzebna jest pomoc,ale nie tylko tobie-zaczął sapiąc.
-Po pierwsze,nie jest mi potrzebna pomoc.Po drugie nie znamy się-odpowiedziałam bez uczuć,wlepiając w niego wzrok.Przecież znam go,to ten który mnie ignorował dla tego jebanego zakładu,czyż nie?
-Nie denerwuj mnie teraz.Przybiegłem tu z lekcji gdy tylko cię ujrzałem zza okna-dodał podnosząc się.
-Czemu otóż to zrobiłeś?-spytałam przyglądając mu się.Jego grzywka delikatnie opadała na jego twarz.Ciemne oczy,przypatrywały się okolicy a usta były lekko otworzone by móc oddychać.Jego odstające uszy,wystawały pomiędzy czupryny by nasłuchiwać mnie i ptaki,które cicho ćwierkały.
-Jestem TaeHyung.Potrzebuje twojej pomocy.Chłopcy cały czas o tobie pieprzą.I są cały czas smutni.Nie da się z nimi siedzieć!
-Przedtem też z nimi zbytnio nie siedziałeś...
-Zamknij się i mi pomóż-odpowiedział przewracając oczami.
-Jak mam się zamknąć to się jeb-odpowiedziałam i się odwróciłam na pięcie.
-Nie no weź!-krzyknął i chwycił mnie za nadgarstek.
-Jesteś niemiły-powiedziałam krzyżując ręce.
-Przepraszam.Po prostu...nie ważne.
-Ważne.Po prostu co?-dopytywałam się.
-Po prostu gówno.Nie twój interes-odpowiedział.
-Okej-cicho chrząknęłam i znów się odwróciłam i powoli szłam.
-No weź przestań!
-Przecież to nie mój interes.
-Przestań.Bo cię zatrzymam siłą-uznał,chodząc za mną.
-Tylko spróbuj.
-Co mi taki maluszek zrobi?
-To że jestem niska,nie oznacza że cię nie uderzę TaeHyung- uznałam siadając na ławce.Chłopak usiadł obok.
-To pomożesz mi?
-Ale przecież nie wyjaśniłeś mi nic-odpowiedziałam patrząc się na Koreańczyka.
-Sehun,NamJoon,Xiumin,Jim...
-Wiem.Co dalej?-przerwałam mu.Gdyby wymieniał za każdym razem ich wszystkich to byłby już dawno martwy.
-Bardzo,ale to bardzo są smutni.Calutki czas mówią o tobie.I nie dość że opowiadają jak wyglądasz i jaki masz charakter,to codziennie po parędziesiąt razy zadają sobie pytanie czy im uwierzysz.Musisz im uwierzyć bo mówią prawdę.Ja się nie zakładałem,a oni tym bardziej.Jeśli nawet by się założyli to Sehun jest taką niezdarą że dawno by już się wygadał.
-To że jest niezdarą to wiem.Przecież mnie upu...
-Wiem!-krzyknął.
-Widzisz.Wierzę im,tylko straciłam to zaufanie.I nie wiem czy oni znów mnie 'przygarną'.Jako jedyni odzywali się do mnie norma..
-TO TEŻ WIEM.-krzyknął.-Widzisz ile macie wspólnego?Wszyscy z was pieprzą o tym samym-od tej chwili zaczął udawać głosy.-Czy ona nam wybaczy?Czy oni mi zaufają?PRZECIEŻ MOŻECIE POGADAĆ CZYŻ NIE?
-Uspokój się kolego-powiedziałam.-Lepiej opowiedz czemu ty mnie ignorowałeś.
-Nie ignorowałem cię.Po prostu dziewięciu chłopaków kręcących się wokół ciebie to za dużo czyż nie?To wyobraź sobie dziesięciu.
-Żadna mi to różnica-powiedziałam dając nogę na nogę.
-Może dla ciebie.
-Mielibyście wtedy wspólny temat do rozmowy.
-Pieprzyć o tobie?Nie dziękuje.
Z TaeHyungiem pogadałam jeszcze chwilę po czym usiadłam na ławce przed szkołą.Tak.Właśnie czekam na nich.Tak,z TaeHyungiem ustaliłam wszystko.Właśnie powinni kończyć lekcje.Właśnie ich widzę.Widzę tych dziewięciu debili.Idą.IDĄ I NIE ŚMIEJĄ SIĘ.Jest to złe.Na serio musi być z nimi źle.Wstałam i podparłam się pod boki.Szli i rozmawiali.Ale tak inaczej.Przedtem byli weselsi.Podeszli trochę bliżej,ale nie na tyle bym ich słyszała.Ujrzałam że pokazują na mnie i coś mówią.Po chwili podbiegli do mnie.Wyglądało to tak idealnie.
-LUCY!-krzyknęli bardzo równo.Okrążyli mnie z uśmiechem.
-Wybaczyłaś nam?-spytał Xiumin.
-JASNE!-krzyknęłam.
-Na pewno?-dopytywał się NamJoon.
-No tak debile!-znów wykrzyczałam ale ciszej.Tym razem oni zaczęli krzyczeć.Przytulili mnie.-STOP.PROSZĘ.
-No okej-odpowiedział szczęśliwy JiMin.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
::Jeśli podobał ci się rozdział,zostaw komentarz::
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)