wtorek, 20 października 2015

3.Nie należy do naszej rasy.

Piątek!Przeżyłam w mojej klasie do piątku!Jeszcze tylko dziś.Dziś mnie nie wykończą.Niech tylko spróbują.
Ubrałam to  i zrobiłam kucyka.Zjadłam śniadanie w przeczuciu że dziś będzie najlepszy dzień.Po tak dobrym początku,wyszłam na dwór by skierować do szkoły.
Zanim weszłam jeszcze do budynku,jakiś facet wpadł na mnie.
-Oj!Przepraszam!-krzyknął mężczyzna.
-Nic się nie stało-odpowiedziałam i próbowałam go wyminąć.
-Jestem Tao-chłopak uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do mnie dłoń na powitanie.
-Lucy.Miło mi-odpowiedziałam chwytając go za rękę.-A teraz,jeśli wybaczysz,śpieszę się do szkoły.4
-Spotkamy się jeszcze?-spytał z nadzieją.
-Nie wiem,może-odpowiedziałam i znów zaczęłam iść.

Gdy weszłam na lekcję,wszystkie pary oczów skierowały się na mnie.Wzięłam głęboki oddech i skierowałam się na tył,do mojej ławki.Od prawie tygodnia wytrzymuje każde docinki,ale dziś na każde odpowiem.Koniec kropka.Nie będę dawała się rzucać po kątach.
-Dzień Dobry klaso-powiedział nauczyciel wchodzący do sali.Wszyscy jak na rozkaz,wstali by po chwili usiąść.-Porozmawiamy dziś o robocie który potrafi więcej niż wy...
-Na pewno więcej niż Lucy-powiedział dość cicho facet siedzący przede mną.
-Ty masz IQ ziemniaka,więc się zamknij-odpowiedziałam równie cicho co on.
-Robot ten,potrafi pisać,czytać i gotować.Poza tym jest w stanie rozróżnić ponad 400 przedmiotów-odparł mężczyzna.
-Lucy nie jest w stanie rozróżnić jednego-prychnęła dziewczyna z przodu.
-Jak widzisz,jestem z Anglii,a mieszkam w Korei.Co za tym idzie MUSZĘ umieć przynajmniej dwa-uznałam.
- Uspokójmy się wszyscy i skupmy na najważniejszym-odparł Starszy od nas pan.


Gdy wracałam do domu razem z moimi chłopcami,myślałam nad tym by opowiedzieć jaka dzielna byłam i ile zdołałam dziś przezwyciężyć.Jednak rozmyśliłam się,gdyż właściwie to nie było nic wielkiego.Pewnie oni robią to codziennie.Właściwie chyba nie,nie mają do tego powodu.
-Co ty dziś jesteś taka cicha?-spytał Sehun.
-Nie chce mi się gadać-powiedziałam przyglądając się mojemu rozmówcy.Reszta była zajęta gadaniem o meczu,który ma lecieć.Jego rozczochrana grzywka,opadała niesfornie na czoło.Wiatr który delikatnie wiał,bujał tęczowe włosy na lewo i prawo.
-Serio?Bo normalnie jesteś rozgadana.Może jesteś chora?-uznał wysoki chłopak.Jego brązowe oczy wlepiały się we mnie jak moje w niego.
-Nie jestem.Po prostu nie mam tematu do rozmowy.Przecież nie interesuje się meczami co nie?-odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Jak to nie interesujesz się meczami?-spytał TaeHyung przybiegając koło mnie.
-Normalnie.Jestem dziewczyną czyż nie?-odpowiedziałam z zaciekawieniem.
-Co robią dziewczyny?-spytał SeokJin.Nagle cała uwaga zwróciła się ku mnie.
-Co?-spytałam zdziwiona.
-No jeśli mi oglądamy mecze to co robią dziewczyny?-wytłumaczył YoonGi.
-Oglądamy romansidła z akcją?-odpowiedziałam pytaniem.
-Czyli?O co w tym chodzi?-kolejne pytanie JiMin.
-No na przykład dziewczyna i chłopak pracują jako zabójcy i w pewnym momencie dowiadują się że muszą siebie zabić.No i spotykają się i w sobie się zakochują.W tym momencie muszą się zabić.Chłopak celuje w nią,ale jednak się powstrzymuje,ponieważ ją kocha.Gdy spotykają się,nikt o tym nie wie.Dowiaduję się o tym szef i postanawia zabić dziewczynę.Wtedy stawkom było jej życie.Gdy już umiera,chłopak popełnia samobójstwo.
-Trochę nudne-uznał HoSeok.
-Dla dziewczyn nie-broniłam siebie.


Gdy w południe wyszłam na spacer,było pochmurnie i kropiło.Żaden samochód nie jeździł.Było po prostu brzydko i pochmurnie.W taką pogodę najlepiej było by wypożyczyć jakiś film,wtulić się w ramię kochanego chłopaka i...co ja gadam.Nie mam kochanego chłopaka.Problem rozwiązany!Nucąc piosenkę,jaką usłyszałam w szkole,wpadłam na kogoś.
-Przepraszam!-Krzyknęłam wystraszona.Gdy spojrzałam na gościa z którym się zderzyłam,był to Tao.
-Ile razy jeszcze na siebie wpadniemy?-spytał z tym samym uśmiechem.Dopiero teraz zauważyłam że szedł z małą dziewczynką za rękę.
-Masz dziecko?-spytałam z większym uśmiechem niż miałam.
-Nie.To moja siostra-odpowiedział drapiąc się po głowie
-Serio?Masz siostrę?Jeju!Ale to słodkie!-powiedziałam.
-To jest Delilah.Delilah przywitaj się z Lucy-powiedział patrząc na małą brunetkę.
 -Dzień Dobry-powiedziała cicho z uśmiechem takim samy jaki ma Tao.
-Cześć.Jestem Lucy-powiedziałam z uśmiechem.Uwielbiam dzieci.Są takie słodkie.
-Idziemy na plac zabaw,idziesz z nami?-spytał starszy brat.
-Mogę się przejść-odpowiedziałam odsłaniając zęby.

-Pójdziecie ze mną do piaskownicy?-spytała Delilah.
-Jasne.Ty już idź,a my cię dogonimy-odpowiedział jej Tao.
-Jesteś świetnym starszym bratem-powiedziałam idąc z nogi na nogę.
-Serio?Nie często to słyszę-odpowiedział delikatnie się uśmiechając.
-Jasne!Taki brat to marzenie!-powiedziałam szturchając go.
-Przesadzasz-uznał siadając na piaskownicy.
-Zbudujecie coś ze mną?-spytała mała.
-Jasne!-krzyknął szczęśliwy Tao.Wzięłam zieloną łopatkę do rąk i zaczęłam kopać dziurę.-Zbudujesz ze mną chatę?
-Okej.To jaki dom budujemy?-spytałam.
-Duży!-krzyknęła Delilah.

-Kogo ja tu widzę!-krzyknął ktoś za mną.Podniosłam się otrzepując piasek.Zauważyłam dziewczynę z mojej klasy.
-Co chcesz?-spytałam.
-Po prostu cię zauważyłam czyż nie?-spytała patrząc na mnie z wyższością.
-Jest tu dziecko,więc po prostu się odwal-wycedziłam przez zęby.Zauważyłam kątem oka,że Tao wszystko obserwuje.
-Przecież ja nic nie chce zrobić!-krzyknęła.-po prostu nie podobało mi się jak się dziś odzywałaś larwo-dodała szeptem.
-Lucy czy coś się dzieje?-spytał Tao powoli wstając.
-Zadajesz się z nią?Nie radzę,jest zdzirą-powiedziała.
-Nie słyszałaś że jest tu dziecko?-spytałam znowu przez zęby.
-Słyszałam,ja myje uszy,nie to co ty-powiedziała cicho krzyżując ręce.
-Przestań,albo nie ręczę za siebie-uznałam biorąc wdech.
-Ja mam przestać?Przecież ja nic nie robię-uznała.
-Tao,mógłbyś już iść?Bardzo cię za nią przepraszam,jeszcze kiedyś pogadamy,okej?-powiedziałam odwracając się do mojego nowego kolegi.Widziałam w jego oczach zdezorientowanie.
-Tao,tak?Nie słuchaj się jej.Jest zwykłym Anglikiem.Nie należy do naszej rasy.Ja na twoim miejscu uciekała gdzie pieprz rośnie.
-Zwykłym Anglikiem?Byłaś kiedyś w Anglii?Wiesz w ogóle gdzie to jest?A nie,przepraszam,Anglia nie należy do waszej popieprzonej rasy!-krzyknęłam zdenerwowana.Dziewczyna podeszła do mnie i uderzyła mnie w twarz.Tao próbował zareagować,ale było za późno.Uderzyłam ją tą łopatką,którą kopałam,po czym rzuciłam nią w kierunku Tao,a sama skierowałam się do wyjścia.

Teraz dokoła pojawiało się coraz więcej samochodów,na jezdni oraz w rowach.
-Lucy poczekaj!-krzyknął ktoś za mną.Odwróciłam się i ujrzałam Tao,biegnącego z Delilah na baranie.
-Co?-spytałam z najpoważniejszą miną jaką kolwiek mogłam zrobić.
-Przestań.Przecież wiesz że ja nigdy bym tak o tobie nie sądził-powiedział dając siostrę na ziemię.
-Skąd mam mieć taką pewność?
-Pierwszy zagadałem?Na serio chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.Wydajesz się normalniejsza niż wszyscy-powiedział z iskierkami w oczach.Wzięłam wdech.
-Dobra,wierzę ci.Nie wszyscy są zdzirami-powiedziałam.
-ZDZIRA!ZDZIRA!-krzyczała Delilah.
-Delilah przestań!To jest brzydkie słowo!-krzyczał z nią Tao.A ja?Ja trzymałam się za usta i śmiałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
::Jeśli podobał ci się rozdział,zostaw komentarz::


dziękuje Karolina!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz